Zabawy solo. Samomiłość i przesądy

Posted: 08/15/2022 by Bo

kobieta z krótkimi ciemnymi włosami ubrana w rozpiętą białą koszulę, siedzi z gołymi nogami na drewnianym kuchennym blacie, trzyma w dłoni złotą łyżeczkę i je miód, słoik miodu ma między nogami

Róbmy sobie dobrze

To nic nie kosztuje, jest łatwe, przyjemne i nie powoduje efektów ubocznych. Ale po kolei.

Bezwstydnie zapraszam Cię do posłuchania lub przeczytania wpisu o samomiłości.

Bezwstydnie, bo przepracowałam w głowie skrępowanie, które towarzyszyło mi większość życia w kontekście autoerotyzmu. Kiedy z perspektywy swojej dorosłej świadomości i wiedzy patrzę na to, jak religia i kultura krzywdziły mnie – i pewnie wiele innych seksualnie rozbudzonych osób – trafia mnie szlag. I myślę sobie, że ktoś musi zacząć ten temat normalizować.

Z instagrama pamiętasz być może zaczepną ankietę, której wyniki nawet mnie zadziwiły. Spodziewałam się, że temat samomiłościnjest intrygujący, ale nie sądziłam że tyle osób będzie chciało go zgłębiać.

kobieta z krótkimi ciemnymi włosami ubrana w rozpiętą białą koszulę, siedzi z gołymi nogami na drewnianym kuchennym blacie, trzyma w dłoni złotą łyżeczkę i je miód, słoik miodu ma między nogami

Zmysły

Dużo ostatnio „siedzę” w zmysłach. Ich temat przewija się w literaturze, którą czytam, słuchanych podcastach, rozmowach z przyjaciółmi. Kiedy świat naokoło się wali, przyszłość jest niepewna, osadzam się w tym co najbliższe, co we mnie, i ode mnie jakoś jednak zależne.

Zapytana który zmysł cenię najwyżej nie potrafiłam odpowiedzieć, wahając się między kilkoma. Ale im dłużej wczuwam się w to pytanie, tym bardziej jestem przekonana, że z wiekiem coraz bliższe mi są te zmysły, które Arystoteles uznawał za zwierzęce i niskie – czyli węch, smak i dotyk.

Dotyk

Jako remedium na niepokoje najlepiej sprawdza się ten ostatni. O ile smak i węch są dla mnie narzędziami poznawania i eksploracji, o tyle dotyk jest samowystarczalny. Nie boję się odkrywać własnego ciała za pomocą palców.

Co rano instynktownie testuję temperaturę skóry, jej fakturę i sprężystość. Dłonie nie błądzą przypadkowo – jeszcze zanim otworzę oczy celebruję swoją fizyczność, akceptując każdy jej przejaw. Czasami są to serdeczne głaski, które jakby rzeźbią mi ciało na nowo, by mogło podnieść się z łóżka i wejść w role przewidziane na rozpoczynający się dzień. Czasem jednak pod opuszkami odczuwam pragnienie i tęsknotę. Wtedy sięgam dalej i głębiej, wsłuchując się w reakcje piersi, bioder, pośladków i ud. Jestem niby w jednej postaci, ale prowadzę ze sobą dialog. Dając i biorąc jednocześnie.

kobieta z krótkimi ciemnymi włosami ubrana w rozpiętą białą koszulę, siedzi z gołymi nogami na drewnianym kuchennym blacie, trzyma w dłoni złotą łyżeczkę i je miód, słoik miodu ma między nogami

Miłość własna

Jeśli zmysły i dotyk oraz samoświadomość – to także samomiłość. Nie lubię medycznej nazwy „masturbacja”. Onanizm z kolei to jednak nie do końca autopieszczoty jak nam wmawiano całą młodość. A straszny samogwałt za bardzo trąci przemocą i opresją, żeby pozostawiać go w swoim słowniku. Staram się jak najczęściej wymawiać te słowa żeby się z nimi językowo oswoić … masturbacja masturbacja masturbacja… I idzie mi coraz lepiej xd.

Ale niestety self love, samomiłość – to temat tabu, obarczony chrześcijańskim grzechem ciężkim, wstydliwie pomijany w konwersacjach. Łatwiej nam dzielić się szczegółami łóżkowych przygód, wymyślnymi pozycjami, historiami udanych i nieudanych romansów, niż intymnością solo.

Tradycja wstydu

To skrępowanie ma długą tradycję: rączki na kołderkę, nie wkładaj dłoni do majtek bo od TEGO wyrosną ci na nich włosy albo staniesz się impotentem (to do chłopców). W najlepszym razie zażenowane uśmiech pań w przedszkolu, które – zdarzało się – przyłapywały mnie na takim właśnie regulowaniu napięcia w czasie poobiedniej drzemki. Pamiętam to dojmujące uczucie wstydu, winy że robię coś niewłaściwego, co jednak było  tak bardzo przyjemnie, że nie potrafiłam z niego  zrezygnować.

Z wczesnej młodości pamiętam obiegowe – oczywiście szeptane tylko – opinie, że samodzielne dogadzanie sobie jest w najlepszym wypadku smutne i żałosne. Dobry seks odbywa się tylko w parze. Masturbują się jedynie stare panny i starzy kawalerowie oraz zboczeńcy z parku napastujący niewinne dziewczynki. Doprowadzanie się do orgazmu dla rozładowania napięcia jest jeszcze gorsze – wypacza przecież zupełnie ideę tej przyjemności, która powinna wiązać się z miłością lub chociaż namiętnością do partnera/partnerki.

Inny mit który próbował kształtować moją seksualną świadomość to ten, że uprawianie samomiłości powoduje wytworzenie nienaturalnego wzorca. Ten zaś sprawi, że kiedy już uda mi się wylądować w łóżku – czy tam na stole albo na trawie w lesie – z druga ludzką istotą, to nie będę w stanie „dojść” jak normalny człowiek, bo moje ciało będzie oczekiwało tylko tego jednego wyuczonego bodźca.

Cóż, myślę, że więcej szkody mojej seksualności i postrzeganiu siebie jako istoty cielesnej było właśnie takie warunkowanie i wtłaczanie w jeden model, który teoretycznie miał pasować do wszystkich, a był wytworem religijno-kulturowego wzorca zachowania.

Co by było, gdyby

Pomyślmy co by było, gdybyśmy apetyt na erotyczną przyjemność traktowały i traktowali jak apetyt na dajmy na to czekoladę. Nie musimy jej jeść w towarzystwie, czekoladą da się delektować w pojedynkę! I nie trzeba mieć do tego skończonych osiemnastu lat. Bo warto pamiętać, że – wbrew temu co ferują środowiska konserwatywne – dzieci rodzą się od razu jako istoty seksualne, zatem tzw. seksualizacja jest kompletną bzdurą! Mały człowiek, kiedy tylko zacznie sięgać dłonią między nogi, odkrywa strefy intymne, które są wrażliwe na długo przed rozpoczęciem dojrzewania. Skoro małe łapki eksplorują buzię, stopy i całą resztę ciała, to dlaczego miałyby omijać cipki i siusiaki? A skoro ten dotyk jest przyjemny, to większość dzieci przechodzi przez etap fascynacji tym intymnym obszarem. I tu pierwszy raz można rozbić sobie mały nosek o histerię dorosłych, którzy panikują na widok dziecięcej ekstazy.

Gdybym mogła sobie zaprojektować seksualną edukację, to chciałabym żeby rodzice od maleńkiego rozmawiali ze mną o ciele, zmianach jakie w nim zachodzą, moim rodzeniu się tak bardzo przecież powiązanym ze strefą intymną mojej matki, o dojrzewaniu, o podnieceniu. No dobra, powiem wprost – tak właśnie staram się wychowywać własną córkę. Ciało nigdy nie było tabu w naszych rozmowach, dlatego pewnie nie miała problemu żeby powiedzieć mi o własnym odkryciu tej przyjemności gdy miała zaledwie 6-7 lat.

Masturbacja to jednak nie tylko radosne odkrywania swojego ciała. W okresie dojrzewania jest sposobem na autoregulację. Pamiętam z moich nastoletnich czasów jak pięknie rozpuszczała napięcie i stres, który w tym wieku wydaje się gargantuiczny. Szkoda tylko, że ta ulga była pomieszana z dojmującym wstydem, który wchłonęłam z całą narracją kulturową moich szczenięcych czasów.

Mity i przesądy

Z samomiłością jest jeszcze jeden problem – panujący w powszechnej świadomości wzorzec uprawiania miłości tylko w parze, tylko z penetracją, tylko z orgazmem pochwowym. Jeśli to uznamy za normę (wspiera ją z jednej strony religia a z drugiej – paradoksalnie – przemysł porno), to nie ma szans żeby w okresie kształtowania swojej osobowości czuć się swobodnie realizując model odbiegający od wspomnianego. Na szczęście czasy się zmieniają i teraz, 20-30 lat później, swobody jest więcej, więcej różnorakich wzorców funkcjonuje w społecznej świadomości. Chociaż pamiętajmy, że nie jest ona równa i ja mówię trochę z perspektywy mojej intelektualnie rozbudzonej i tolerancyjnej bańki.

No i zastrzegam oczywiście, że nie mówię tu do Ciebie jako ekspertka od seksualności. Dzielę się swoim doświadczeniem, refleksjami które mam z jednej strony dzięki perspektywie własnego dzieciństwa i wczesnej młodości, a z drugiej świadomości jaką zdobyłam później w procesie edukacji i samopoznania.

Kochaj się!

I to do czego doszłam można sparafrazować przykazaniem: kochaj bliźniego swego jak siebie samego lub siebie samą 😉 Jeśli znam swoje ciało, wiem jak reaguje, co lubi a czego nie, co sprawia mu przyjemność a co dyskomfort. Jeśli znam swoje granice a przy tym darzę potencjalnego partnera szacunkiem a priori, to jestem w stanie komunikować się z nim tak, by jak najlepiej brać i dawać rozkosz.

Choć to temat na zupełnie inny odcinek, dodam jeszcze tylko, że regularna samomiłość jest dobra nie tylko dla naszej ars amandi, i nie tylko dla dobrego samopoczucia. W kontekście mechaniki dobrze fundować sobie regularne orgazmy, bo jeśli ich nie doświadczamy, to przestajemy ich pragnąć (więcej o tym mechanizmie i jak sobie poradziłam z uśpieniem znajdziesz tutaj). A jeśli ich nie pragniemy to ograniczamy sobie możliwość ich odczuwania. Potwierdzone info! Dlatego polecam bardzo jako regularny rytuał, coś w rodzaju skrzyżowania gimnastyki i medytacji. Bardzo na mnie działa ta metafora, która z jednej strony oddaje fizyczne i zmysłowe zaangażowanie, a z drugiej skłania do bycia uważną lub uważnym, skupieniu się na sobie w danej chwili i miejscu. A idealnie – do zatracenia na moment w tej małej śmierci jak Francuzi nazywają orgazm.

Nie mamy tu czasu na pogłębioną analizę „jak” się dopieszczać – jednym zdaniem powiedziałabym żeby eksperymentować i sprawdzać co działa. Niekoniecznie drogimi zabawkami. Wystarczy zacząć od własnych dłoni i palców. A jeśli chcesz zgłębić ten temat to w opisie podcastu polecam świetne publikacje.

I na zakończenie ciekawostki – wg statystyk samomiłość uprawiają prawie wszyscy, a 4 na 10 kobiet woli ją niż seks z partnerem. Jeśli tak faktycznie jest, to zacznijmy przykładać się do autoerotyzmu, samodzielnie lub w parach. To na pewno jest lepsza droga do udoskonalania swojego życia intymnego niż oglądanie pornografii.

Przeczytałaś_eś właśnie transktypcję odcinka podcastu Kryzys Wieku Średniego, który jest jednym z dostępnych do wysłuchania na platformach podcastowych. Kliknij tutaj żeby wybrać swoje źródło lub posłuchaj na YouTube.

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie autorstrwa Kasi Łodzińskiej

Comments

comments